broń myśliwska używana Sprzedam

       

Odnośniki


DodatkiNaGlitery

Temat: 1PSK z Lublińca

Widzisz Kain moze i powinna.Problem jest tez taki ze panowie ze sztabu generalnego mają licencje na nieomylnosc.Bardzo czesto zadają oni pytanie o co chodzi zołnierzą SF dlaczego chcą innych kamizelek przeciez te które produkuje np.firma Kazika z Lubawy tez ładnie wyglądają.Jest gdzie schowac długopis i notatnik.Tak samo wygląda kupowanie broni butów śpiworów odziezy.PRZETARGI OD SAMEGO POCZATKU SĄ USTAWIANE ZEBY WYGRALI ZNAJOMI ZNAJOMYCH.Popatrzmy na buty wojskowe popularne "Józefy" nie wiem ile jest w tym prawdy ale słyszałem ze kiedys w zarzadzie tej firmy była zona jakiegos generała. Mam swiadków na to jak pewien generał przyjął w charakterze prezentu od pewnej firmy sztucer mysliwski.Czasami mysle ze nalezałoby rozstrzelac wszystkich od majora wzwyz.Ludzie ci nie mają honoru.Przed II wojną światową oficer złapany na defraudacji miał na tyle godnosci ze potrafił sobie palnąc w łeb a teraz szkoda gadac.Honor przetrwał tylko jako slogan wyhaftowany na sztandarach.I takie gnojki odwołują sie do niego do patryjotyzmu i do osiągniec naszych przodków.Wstyd

Jasne, że przetargi są ustawiane i to nie tylko w wojsku.
Niektórzy swój honor dawno przepili...
Widocznie w kwestii zakupów obowiązuje przesadna centralizacja decyzji. Z drugiej strony to kwestia monopolu. Jeżeli obuwie do wojska produkuje w Polsce tylko Protektor z Lublina, to ma on głęboko w d... jakość zwoich wyrobów, bo wie, że i bez starania się o lepsze zawsze sprzeda swój wyrób. No i zapewne jest tu jeszcze kwestia kasy. Być może jakiś geniusz z logistyki SG wymyślił algorytm na wyzbaczenie maksymalnej ceny buta, a fabryka za te pieniądze może dać tylko tyle. To i tak dobrze, że na "desanty" jest uzywana prawdziwa skóra a nie sztuczna.
Źródło: polska.mil.pl/forum/viewtopic.php?t=90



Temat: Armia PRL-u
Pracuję dla firmy budowlanej która m.in. wykonuje zamówienia dla wojska. Takie kontakty są przydatne, m.in. udało mi się dzięki temu wywinąć od służby po uczelni, miałem też parę okazji na strzelnicy. Jeżeli ma się auto na dieslu to da się tankować po niższych cenach :wink: , poza tym kupić tańszą whisky z importu itd. zależnie od tego co kto lubi. Wogóle handel na misjach wojska i wokół nich kwitnie bo nasz MON wyposaża żołnierzy w dupne oprzyrządowanie więc sami kupują plecaki, gogle itd (nierzadko też polskich firm ale innych niż "oficjalne" z zamówień MONu :lol: )

Co do broni strzeleckiej nasz Beryl jest całkiem fajny, w Iraku ma dość dobrą opinię tyle że trzeba go przerabiać żeby zamontować na nim parę użytecznych drobiazgów od latarki po nocne celowniki, dopasowaną rączkę przednią itd. Ja sam ledwie kilka razy z niego strzelałem ale porównanie kultury obsługi, precyzji i stabilności kałacha z nowymi karabinami to tak jak jazda Kaszlakiem a Suzuki Swift. Niby jedno i drugie niewielkie a różnica jest kolosalna. Poza tym przez te drgania w AK-47 montowanie na nim jakiegokolwiek oprzyrządowania jest bezcelowe. Nasi żołnierze mieli też praktykę z M-16 i ma on swoje zalety bo można się nim posługiwać prawie jak bronią strzelecką - celność i skupienie jak na automat są doskonałe i odpowiednio rozciągnięty i okopany oddział jest wtedy trudny do ustrzelenia bo nie dość że pierwsi cię widzą to zaczynają celnie strzelać już z 500 metrów. Wadą tej maszynki jest nie dość "pancerny" na trudne warunki mechanizm ale to samo decyduje o jego celności.

[ Dodano: Nie Kwi 09, 2006 13:47 ]
co do M-16 "jak bronią strzelecką" miałem na myśli broń myśliwską. Zresztą w USA sa nawet ich zmodyfikowane wersje (podedyncze strzały) do strzelań na króliki, pieski pustynne itd.

[ Dodano: Pon Kwi 10, 2006 11:27 ]
Rzucę tylko że w Iraku wśród bojówek pojawiają się czasem "Wintorezie" czyli rosyjski Wintorez 9 mm używany przez Specnaz od czasów CCCP do dzisiaj. Ciekawa broń i wcale niepodobna do kałacha. Swoją drogą takie rzeczy nie powinny wogóle być w handlu bo nie spełniają przepisów a Rosja oficjalnie nigdzie ich nie sprzedaje ale od czego mamy słowiański zmysł od interesów i pojęcie "ubytków w eksploatacji, transporcie itd" :lol: Jak widać w Rosji także potrafili skonstruować niecodzienną i porządną broń ale z góry zastrzeżoną dla sił elitarnych. Inna sprawa że produkcja takich rzeczy jest na pewno droższa niż tego syfu który robili na tony.
Źródło: eufi.org/showthread.php?t=12825


Temat: Samolot LIFT dla WSOSP

systemy walki elektronicznej (a wiec możliwość precyzyjnych uderzeń SEAD), systemy celownicze, brak data linka oraz asortyment kierowanego uzbrojenia
Największa przewaga nad ALCA wynika z możliwości programowania broni GPS/INS, systemu walki elektronicznej, data linka i zdolnosci do działań nocnych + wspomniana wcześniej zdolność do lotu z prędkością naddźwiękową. Pomijając prędkość naddźwiękową, a jeśli już to konkretnie dopalanie, przecież można doposażyć L-159A w takie systemy w ramach modernizacji, to nie jest wielki problem.
I dalej mamy maszynę znacznie tańszą w eksploatacji. Pozostaje jeszcze analiza ile takowa modernizacja ALCA by kosztowała - bo w pewnym momencie mogłoby się okazać że dochodzimy do kosztów nowego F/A-50, ale to już jest sprawa do dokładnego rozważenia przez analityków.
W kwestii misji SEAD - to od czego są 321 eskadra w Lechfeld, 32 skrzydło myśliwsko-bombowe w tejże bazie, oraz 50 eskadra w Piacenza?


Jak już wcześniej napisałem, najchętniej widziałbym taniego LIFTA, jako następcę Iskier i F-16, jako następcę SU-22. Spytam ponownie: Czy stać nas na zakup kolejnych F-16? W końcu mówimy o zastąpieniu 1-2 eskadr Su-22 i 1 eskadry MiG-29 - w sumie 32-48 maszyn, czyli tyle samo ile kupiliśmy całkiem niedawno - stać nas na taki wydatek?
Można by jeszcze kombinować z kupnem używanych - tylko kto je nam sprzeda i za ile? Block 30/32 i późniejsze - nikt, przynajmniej w ciągu kilku najbliższych lat (a było by to nawet calkiem niezłe rozwiązanie). Pozostają F-16A/B MLU/ADF/inne, które są równie stare lub minimalnie młodsze od naszych Su-22, tylko po prostu zostały odpowiednio zmodernizowane, oraz Block 25 od USA, których za byle co nam nie sprzedadzą (w końcu u nich też kryzys), i które też wybitnie wysokiego poziomu możliwości bojowych nie prezentują, i swój wiek też mają, mimo że młodszy niż A/B. Właściwie zamiast podanych 2 wariantów (a 1 to już na pewno) moglibyśmy po prostu zmodernizować nasze Su-22, wymienić silniki (może na jakieś z wycofanych Ukraińskich Su-17? Weszłyby?) i trzymać je do 2016/później albo... No właśnie. Zastąpić je LIFT-em...
Ew. jedną z eskadr (Pytanie czy myśliwską - Malbork - czy uderzeniową) wyposażyć w nowe F-16 (czy nawet na tyle nas stać?), a druga/2 pozostałe - no właśnie, w LIFT-y...

Chyba że w przeciągu najbliższych kilku lat (najwyższy czas) drastycznie wzrośnie nasz budżet wojskowy - w takim przypadku jak najbardziej się z tobą zgadzam... Tylko coś mi się nie wydaje żeby miał się wyraźnie zwiększyć...
Źródło: lotnictwo.net.pl/showthread.php?t=9593


Temat: Uzbrojenie II Wojny Światowej
Uzbrojenie II Wojny Światowej
  W temacie tym proszę o dodawanie opisów oraz zdjęć uzbrojenia z okresu II Wojny Światowej.




Caudron CR.714

Samolot Caudron CR.714 został opracowany przez francuskiego konstruktora Marcela Riffard w wytwórni SociĂŠtĂŠ Anonyme des Avians Caudron. Konstruktor wykorzystał doświadczenia zdobyte przy budowie samolotów przeznaczonych na zawody o puchar Deutsch de la Meurthe, które odznaczały się lekkością i prędkością. Także ten samolot miał być typem lekkiego samolotu myśliwskiego.

Szybko przystąpiono do budowy prototypu, który oznaczono Caudron C.710.01 i oblatano go w dniu 18 lipca 1936 roku. Był on napędzany silnikiem tłokowym Renault 12RO1 o mocy 450 KM (331 kW), a jego uzbrojenie składało się z 2 działek kal. 20 mm. W następnym prototypie oznaczonym jako C.713, który oblatano w grudniu 1937 roku zmieniono usterzenie i zastosowano podwozie chowane w locie. Po lotach próbny samolot ten zmodyfikowano wprowadzając szereg zmian konstrukcyjnych m.in. zmieniono profil oraz uzbrojenie na 4 karabiny maszynowe kal. 7,5 mm. Tak zmieniono samolot oznaczono jako C.714. Prototyp tego samolotu oblatano we wrześniu 1938 roku. Podczas prób w locie prototyp osiągnął prędkość w locie poziomym 484 km/h, a w locie nurkowym 695 km/h.

Ponieważ konstrukcja samolotu wykonana była z drewna posiadał on stosunkowo niską cenę oraz dobre osiągi, lotnictwo francuskie zamówiło w wytwórni 100 samolotów z przeznaczeniem dla lotnictwa myśliwskiego. Produkcję seryjną tego samolotu rozpoczęto w zakładach firmy Renault pod Paryżem w połowie 1939 roku. Samolot seryjny otrzymał oznaczenie Caudron CR.714C1 Cyclone.

Podczas eksploatacji pierwszy samolotów seryjnych okazało się jednak, że mimo małego ciężaru i dobrych właściwości manewrowych ich konstrukcja, w przeważającej części drewniana jest niewystarczająca dla samolotów myśliwskich i nie można w nich zamontować silniejszych silników. Silnik zastosowany w samolocie miał zbyt małą moc i nie zapewniał wystarczającej prędkości wznoszenia, co utrudniało wykonywania manewrów w pionie i w znacznym stopniu zmniejszała walory bojowe samolotu. Ostatecznie przerwano ich produkcję w 1940 roku po wyprodukowaniu 90 samolotów. Z tego 50 sztuk sprzedano do Finlandii, lecz tylko 6 udało się tam dostarczyć.

http://upload.wikimedia.org/wikipedi...dron_C.714.jpg

Samoloty myśliwskie Caudron C.714C1 Cyclone z uwagi na swoje wady nie był stosowany w lotnictwie francuskim, natomiast 6 samolotów dostarczono do Finlandii, gdzie były używane w walkach w wojnie fińsko-radzieckiej. Pozostałe samoloty, były użytkowane przez polskich pilotów walczących w 1940 roku we Francji.

Użycie w lotnictwie polskim

Polski dywizjon myśliwski we Francji – Dywizjon Warszawski I/145 został wyposażony w samoloty Caudron C.714C1 Cyclone w dniu 18 maja 1940 roku na lotnisku Mions, otrzymał on 35 samolotów tego typu. Stał się tym samym jedyną jednostką lotniczą walczącą w Francji wyposażoną w całości w te samoloty. Po wykonaniu 23 lotów bojowych okazało się jednak, że samolot ten nie spełnia wymogów i jest zdecydowanie gorszy od samolotów Luftwaffe. W dniu 25 maja 1940 roku francuski minister lotnictwa Guy la Chambre wydał zakaz wykonywania lotów bojowych tym samolotem.

Pomimo tego zakazu polscy piloci z dywizjonu I/145 już na własną odpowiedzialność wobec braku innych samolotów latali na nich. W tym czasie w dniach 8 – 11 czerwca 1940 roku zestrzelili łącznie 12 samolotów wroga na pewno (4 samoloty bombowe Dornier Do 17, 3 samoloty myśliwskie Messerschmitt Bf 109 i 5 samolotów myśliwskich Messerschmitt Bf 110) i 2 prawdopodobnie.

Na samolotach Caudron CR.714C1 Cyclone walczyli jeszcze polscy piloci z dywizjonu treningowego bazującego na lotnisku Bron, którzy osłaniali Lyon przed atakami samolotów niemieckich. Nie odnieśli oni jednak żadnych zwycięstw, choć kilkakrotnie rozbili niemieckie wyprawy bombowe.
Źródło: hcfor.pl/showthread.php?t=8490


Temat: Myśliwi
Wywiad z Zenonem Kruczyńskim. Gorąco polecam, niezwykle ciekawy i dużo tłumaczy.

Joanna Podgórska: – Ojciec przez pomyłkę zastrzelił syna na polowaniu, bo pomylił go z dzikiem, pijany myśliwy ostrzelał ciągnik – to wypadki z ostatnich dni. Często się zdarza, że myśliwi trafiają nie w to, co zamierzali?
Zenon Kruczyński: – Około 40 osób rocznie ginie w Polsce z cywilnej broni. Wiele jest rannych, i to ciężko, bo od broni myśliwskiej rany są ciężkie. Myśliwi to jedyna grupa w Polsce, a jest to uzbrojona stutysięczna armia, która ma prawo do strzelania w otwartym krajobrazie. Kule i śrut gwiżdżą wszędzie. To jest wiele milionów strzałów rocznie. Setki ton ołowiu wywalonych w glebę i w wodę. Mniejsza już o skutki ekologiczne, które są oczywiste, ale jeśli się ma takie możliwości strzelania, muszą zdarzać się wypadki.
Jaką mam gwarancję, że podczas spaceru w lesie nie dostanę śrutem?
Praktycznie żadnej. Trzeba mieć zaufanie do myśliwych. Nawet miejscowa ludność nie jest informowana o tym, że odbędzie się polowanie. Powinna wystarczyć zasada, że strzela się tylko wtedy, gdy wie się na pewno, do czego się strzela. Tyle że czasem nie wystarcza. Zwłaszcza gdy myśliwy jest po kielichu.
Pan także polował przez 20 lat. Ile zwierząt pan zabił?
Około tysiąca. Wypada około 50 rocznie. Trochę lepsza myśliwska średnia.
A ile zwierząt rocznie ginie w Polsce podczas polowań?
Ponad pół miliona.
Czy jakieś zwierzęta giną jeszcze w lasach śmiercią naturalną?
To dla myśliwych czysta strata, bo zabite zwierzę można sprzedać. Dążą do tego, żeby odstrzelić wszystkie zwierzęta oprócz stada podstawowego. Ono musi być zachowane, żeby w następnym roku urodziło młode, bo inaczej nie byłoby do czego strzelać. To jest zawsze eksploatacja maksymalna. Więcej zabić się nie da, chyba że kosztem przyszłorocznych polowań.
A jak to się stało, że przestał pan polować?
Każdy z nas ma w sobie wrodzoną wrażliwość i myśliwy musi dać sobie z nią radę. To wcale nie jest takie łatwe. Urodziłem się w rodzinie myśliwskiej, proces wypierania tej wrażliwości zaczął się u mnie w dzieciństwie. Bez tego nie da się uczestniczyć w polowaniach, bo one są drastyczne. Widzę, że śrut rozwala głowę lisowi, muszę wziąć rannego zająca za nogi, żeby go dobić ciosem w kark, a jemu przez skórę wystaje ostra kość piszczelowa. Przecież to jest cierpienie napawające zgrozą. Trzeba nauczyć się tego nie widzieć, bo inaczej polowanie byłoby nie do zniesienia.
I dla pana stało się w pewnym momencie nie do zniesienia.
To był proces. Różne zdarzenia, które składały się na dojrzewanie świadomości. Ale przełomem był moment, kiedy zastrzeliłem psa. Stałem pod drzewem i patrzyłem na dwie sarny. Z żyta wyskoczyły psy i zaczęły je gonić. Podniosłem broń i strzeliłem. To były sekundy, odruch. Nie zginął na miejscu, gdzieś uciekł, ale był ranny.
Nie starał się pan go znaleźć, żeby dobić?
Nie. Wiedziałem, że już nie chcę więcej strzelać i zabijać. Poczułem, że moje życie się zmieniło.
Myśliwi tłumaczą, że wolno im strzelać, bo dokarmiają zwierzęta zimą.
Ależ to dokarmianie jest kompletnie niepotrzebne. Zaczęło się w XX w., gdy w Europie pojawiły się nadwyżki żywności. Myśliwi dorobili do tego ideologię, że pomagają zwierzętom przeżyć zimę. A przecież przyroda zawsze sobie z tym radziła. Przez miliony zim wykarmiła miliony zwierząt. Dokarmianie jest wręcz szkodliwe, bo stanowi głęboką ingerencję w procesy przyrodnicze i pojemność ekosystemu. Chodzi o utrzymywanie większych stanów zwierzyny, niż ekosystem byłby w stanie wyżywić w sposób naturalny, tylko po to, żeby było do czego strzelać. Im więcej można zabić, tym atrakcyjniejsze polowanie. To właściwie forma tuczu, na którą idą setki, tysiące ton paszy. I to wysokobiałkowej, co spowodowało na przykład u dzików zaburzenia płodności. Widziałem niedawno w gazecie myśliwskiej zdjęcie ze stycznia przedstawione jako ciekawostka. Naganiacz przytrzymywał w rękach warchlaczka. Skąd w styczniu młody miesięczny warchlaczek? Locha została zastrzelona zgodnie z prawem, bo okres polowań na lochy trwa od 1 września do końca stycznia. Wtedy cała damska przyroda jest w ciąży, ale jeszcze nie na tyle zaawansowanej, by wyrzucenie w krzaki pęcherza płodowego z małymi było dyskomfortem. Ale gdy jest dostępna tak ogromna ilość jedzenia, to u zwierząt włącza się mechanizm nienaturalnego wręcz rozmnażania. Dziś płodność dzików jest nieprzewidywalna, ale okresy ochronne się nie zmieniły. Zupełnie legalnie można zastrzelić samicę dzień przed rozwiązaniem.
Inny argument używany przez myśliwych to szkody rolnicze, którym muszą zapobiegać.
Tu działa prosty mechanizm ekonomiczny. Jeżeli na uprawy wejdą dziki, zjedzą część plonów i będą tam często przychodzić. Wtedy stawia się tam ambonę, wali do nich, oddaje do skupu i dostaje pieniądze, z których finansuje się szkody rolnicze. Dziki płacą za nie własnym ciałem. Nikt nie jest zainteresowany, żeby chronić plony. Rolnik za każdy zjedzony kartofel dostaje żywą gotówkę, a ogrodzone pole to martwe łowisko. Gdyby zaprzestać polowań, rolnicy znaleźliby sposób na zabezpieczenie pól, a zwierząt z czasem byłoby mniej. Teraz ich ilość jest rozbuchana przez nieograniczony dostęp do płodów rolnych i dokarmianie. I to przez cały okrągły rok na nęciskach.
Argumentują, że polowania są konieczne, bo nie ma drapieżników i trzeba zastąpić selekcję naturalną. Ale gdy pojawiają się wilki, też chcą do nich strzelać.
Rzeczywiście, populacja wilków trochę się odradza i myśliwi mają kłopot. Ale niewielki, bo wilki od czasu do czasu chorują na ‟ołowicę”. Znajomy leśnik chodził za wilkami w puszczy. Obserwował stado, śledził na śniegu tropy. Wieczorem, kiedy zostawiał watahę, liczyła siedem sztuk, a rano, kiedy podjął trop, już tylko pięć. Gdzie są pozostałe dwa? Wyparowały? Wyemigrowały? Wtajemniczeni wiedzą, że dostały ‟ołowicy”, prawdopodobnie po prostu je odstrzelono. Myśliwi mają gorącą krew. A na tym, żeby wilki wróciły do lasów, zależałoby im tylko wtedy, gdyby można było na nie polować. Zabicie wilka to łakoma rzecz.

CAŁOŚĆ NA: http://www.polityka.pl/polityka/inde...t=15&page=text
Źródło: forum.bieszczady.info.pl/showthread.php?t=4775




Sitedesign by AltusUmbrae.